Lawina Kamienna

Złotym żlebem - wichry, trzaski - rozmiatają czarne niebo
Spod krwi, wrzasków i rzuconym w przepaść chlebem.
Jeszcze drżenie echo wije wśród łańcuchów rozognionych
Jeszcze gnie do piersi szyję ruda perła na koronie
Wśród wąwozów - mgieł roztoki uciekają przerażone                                                                         
Ruszył głazów spływ szeroki niby stado rozwścieczone

Pod przyłbicy zwisasz progiem – złotym sznurem babie lato
Splótłszy łono z mleczną drogą, grani pytasz, co ja na to.
Nad węglami rzęs przełęcze, niby ślepia demoniczne
Skowyt stada w zórz obręczy i pazurska gór rozliczne
Pod zeszklone wód przezrocza ciągną stukot siwych kozic
Widzę szczyty w Twoich oczach –  już mi nic nie grozi. 

autor: Skazana na gór dożywocie





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Skazana na gór dożywocie , Blogger