Świt nad Granią Hrubego

Świt nad Granią Hrubego

Złotookich turni cienie 
Rozstrzeliły się w topieli 
Mrok strzepawszy na kamienie
Wyszły rzędem krwawych bieli
Ponad marą w syk przestworzy.
Rozdarł wiatrem moje włosy,
Drgnął w powietrzu oddech Boży
I wybiegły z mgieł  kolosy.
Wstąpił turni załom w wodę
Niby wzrok na szyi diabła
Oniemioną schylam głowę - 
Przed  gór splotem ziemia padła!
Grań  Hrubego od Furkotnej
Ponad gniewne wzrasta życie
Pieni gardła swe zalotnie
Kozic słysząc dech o świcie.
Od Młynickiej pion spękany
Drwi nad śmierci skronią dumnie
Stają dęba wszystkie ściany
Przepaść czarna. Otwór w trumnie.
Jednych łachman, prochów wielu
Co zazdrostką zbroczą cienie
Trzeba Ci mój przyjacielu,
Nim zakopać dasz się w ziemie.
Mi demonów, orłów, Boga
Co w ramiona chwycą ciało
W Tatr pajęczyn - smuga sroga
Żeby w przepaść nie spadało…

autor: Skazana na gór dożywocie


11 komentarzy:

Copyright © 2014 Skazana na gór dożywocie , Blogger