''Pytanie, czy istnieje życie przed śmiercią, wydaje się nikogo nie interesować''

W swojej górskiej drodze kieruję się myślą Anthony de Mello:

''Pytanie, czy istnieje życie przed śmiercią, wydaje się nikogo nie interesować''

Dlaczego właśnie takie motto? Prawdopodobnie ma to związek z moim zamiłowaniem do matki wszystkich nauk - filozofii, która to towarzyszy mi również w górach. 
Słowa de Mello nabierają tam wymiaru o wiele głębszego i powodują, że zaczynam rozpatrywać je jest na wielu płaszczyznach ludzkiej egzystencji. 


Czy istnieje życie przed śmiercią, zależy wyłącznie od człowieka i powodów, dla których postanawia wstać rano.
Jeśli czołowym powodem zdaje się być praca, obowiązek, rutynowe czynności, powtarzane co dnia, owo życie przestaje istnieć. Jest wówczas szarym, beznamiętnym sklepieniem trosk i sprowadza się do trudnienia rzeczami zupełnie nieprzydatnymi w perspektywie dalszego bytu, jakimi są; kanapowe oglądanie telewizji, zajmowanie życiem ludzi wokół, marudzenie, użalanie nad własnymi słabościami, buntem, wymówkami i ciągłym brakiem czasu.
To już nie jest życie, a powolna wegetacja prowadząca do śmierci za życia.

Przeciwna takiej doli, nieustannie pracuję nad własnym wnętrzem, aby zawsze było bardziej otwarte na to, co mnie otacza. Pragnę cieszyć się samą możliwością życia, które cenne jest pomimo wszystkich ludzkich ułomności, zamiast zastanawiać się nad tym, co mi nie wyszło, ile klęsk jeszcze poniosę, czy jestem zdrowa tak, jakbym tego chciała, czy mam to, co posiadają inni.
Mam życie - to wystarczy, by rano wstać, otworzyć okno, przejrzeć się w blasku poranka. To wystarczy, by kochać żywioły, podziwiać naturę, lubić ludzi, zachwycać się tym, że herbata jest ciepła, a kamyk na drodze szary. To bogactwo barw, dzwięków, faktur, które nas otaczają jest zmysłową ucztą dla tych, którzy czują, że żyją, nim zdążą umrzeć.

Góry ukochałam w sposób szczególny, bo to one pozwalają człowiekowi dostrzec rzeczy tak niezauważalne w życiu codziennym. Wychodząc w nie, widzi się jaśniej, że na drodze leży kamień, że słońce jest ciepłe, że deszcz orzezwia zmęczoną twarz, że cisza może być radosna, a życie tak łatwo jest stracić. 
Buntując się przeciw postawie ludzi, którzy mnie wcześniej otaczali, wyruszałam w poszukiwaniu enklawy własnego szczęścia i sposobu na życie. Nie jest to więc już tylko pasja ale też mój sposób na wartościowanie świata.

Przed laty w góry wychodziłam nie w pełni szczęśliwa, gdyż walki, jakie musiałam staczać z rzeczywistością i niezrozumieniem ludzi, przerastały mnie i dawały odczuć, że pojmując świat w sposób, który ja pojmuję, nie pasuję do nich, do systemów społecznych, do chaotycznego zabijania czasu w dolinach. Tamte rozterki miały spory wpływ na przeczytanie książki ''Przebudzenie'' A. de Mello i odkrycie wspaniałego, ekscytująco brzmiącego zdania:
''Pytanie, czy istnieje życie przed śmiercią, wydaje się nikogo nie interesować.''
Tak też wówczas się czułam w swoim otoczeniu. Mimo ogromnych przeciwności losu, nigdy nie zrezygnowałam z gór, a nawet, idąc za ciosem, postanowiłam się w nich rozwinąć nie tylko pod względem nowych możliwości ich wykorzystywania, ale przede wszystkim uzewnętrznić tam siebie i mieć miejsce, do którego zawsze wracać będę spokojna.

Te i inne spostrzeżenia przelewałam na papier, podczas różnych wyjść, siedząc w gęstwinie lasu, błądząc w pozaszlakach lub przyglądając się światu ''z Góry''. 
Czułam, jakbym narodziła się od nowa, chociaż był to ciężki i wiecznie świeży poród. 

''Anielskie śpiewają chóry 
w gwiazdzistym błękitów morzu, 
wśród nocnej ciszy przy łożu
sennej natury
Śpiewają tej biednej ziemi
Co w wiecznej żałobie
Jak matka płacze przy grobie
Za dziećmi swymi

Śpiewają ludziom co dyszą
W codziennym krwawym trudzie
Lecz biedni, zmęczeni ludzie
Pieśni nie słyszą...''


Zaczęłam żałować, że nie wszyscy ludzie będą mogli poczuć tę radość ze swojego życia - przecież na świecie jest tyle problemów; ciężkie choroby, złe relacje, wiązanie końca z końcem.
Siadywałam nieraz w swoich górach ze łzami w oczach, próbując pogodzić się z tym, że każdy ma prawo wyboru - nawet wyboru, który jest ślepy i nie prowadzi do osiągnięcia satysfakcji walczącej z troskami, obecnymi w codziennym wegetowaniu.
Chociaż o tym głośno się nie mówi, jest to trudne do przyjęcia, jednak dla własnego spokoju wewnętrznego, czasem pozostaje odrzucić podobne myśli i cieszyć się w pełni wszystkim, co się przeżywa.

Nie można jednak egoistycznie skupić się na własnych uciechach, udając, że to, co dzieje się wokół, nas nie dotyczy:
Ja mam sposobność, wyjechałem w góry, mam wszystko gdzieś. - Inni niech się troszczą o siebie. To nie moja sprawa.
Warto wychodzić do wszystkich ludzi, jakich spotyka się na szlakach górskich i życiowych, nawet tych zupełnie obcych, których ujrzeć można jedynie w polocie chwili. Warto obdarzać ich radością, niezależnie od obopólnego położenia.
Tylko w ten sposób można obronić swoją pasję, pokazując, że nie jest ona jedynie spełnianiem sportowych ambicji, ale przede wszystkim uczeniem się sztuki czerpania satysfakcji z życia.

Każdy człowiek ma swoje małe duże problemy ziemskie i nikt bardziej, nikt mniej cierpi czasem z jakiś przyczyn. Nie wolno osądzać. Spotkałam w swoim życiu wielu dobrych ludzi. Czasem były to spotkania na szlaku, krótka rozmowa, niewyraznie zarysowany uśmiech, grymas zmęczenia.
Ciężko jest zapominać o twarzach, o głosach, o oczach - czasem ktoś zupełnie nieświadom tego, był przyczyną wielu moich przemyśleń, kontemplacji, albo nawet zmiany kierunku.
Czasem tak po prostu siadam pod schroniskiem, by się trochę pogapić na ludzi, a potem ich wspomnienie wynieść wysoko, w góry.

To, z czego wam się zwierzam, jest pewnie niewyobrażalnym farmazonem dla ludzi, którzy nigdy nie doświadczyli życia z różnych perspektyw. Tym samym jest pewnie dla tych pozbawionych marzeń, zajętych gonitwą nie wiadomo dokąd, odrzucających możliwość zmiany swojego nastawienia.
Właśnie ich...  ''Pytanie, czy istnieje życie przed śmiercią, wydaje się nie interesować''.

Ten cytat ma jeszcze inny wymiar. Napisałam wam trochę, czym dla mnie jest życie. Teraz opowiem wam o śmierci.
Nie jestem odpowiednią osobą, by zastanawiać się, czy inni ludzie boją się śmierci, lub czy w ogóle zdają sobie sprawę na co dzień z tego, czym jest śmierć.
Być może niewielu rozważa, czy zdąży prawdziwie pokochać życie, nim ono się skończy.
Od wczesnych lat dzieciństwa kotłują się w mojej głowie podobne pytania i dopiero w górach znalazłam częściową odpowiedz na nie.
Paradoksalnie nie było to podczas żadnego wypadku, którego byłabym świadkiem, a wówczas, gdy stałam na pięknych, skalnych wieżach, obleczonych dokoła wiatrem i chmurami. Gdy bywałam w miejscach, w których inni czują zazwyczaj jedynie zachwyt i widzą cel swojego wyjścia. Właśnie wtedy, gdy czekała mnie ta niepewna nadal droga w dół, zaczynałam rozumieć, czym jest śmierć. 

Dla kogoś, kto tak bardzo kocha doświadczać życia poprzez zmysły, jest końcem pragnień. 
Jest przerażającym końcem namacalnego przeżywania gór i świata poza górskiego - równie intrygującego.
Końcem poczucia chłodu wiatru i piekoty spalonej słońcem skóry.
Końcem patrzenia na twarze ludzi, na piękno przyrody ożywionej i nieożywionej, na dłonie zmęczone wysiłkiem, na swój cień, spływający doliną.
Końcem oddychania... końcem czucia w sobie zapachu powietrza.


Jak można w przeciągu chwili ujrzeć krajobraz do góry nogami, wiedząc, że on nigdy już się nie obróci? Stracić to wszystko... tak po prostu?  
Co zostawić po sobie na świecie, prócz marmurowej płyty?
Zostawić można wiele: odbicie tego, jakim się jest, jak widzi się życie, to odbicie siebie i swojej miłości do życia w ludziach, których spotyka się na swoich życiowych szlakach.

Śmierć w górach jest śmiercią tragiczną, chociaż wielu ludzi, zaangażowanych w ten sport w ułudzie powtarza: ''Umarł w miejscu, które kochał. To była dobra śmierć.''
Może poprzez takie zdanie łatwiej jest nam, nadal cieszącym się eksploatowaniem gór, pogodzić z tym, że ktoś rozumiejący świat w podobny sposób, odszedł akurat tam, gdzie szukał życia.

Myśląc nad tym w długie, chłodne wieczory, zdałam sobie sprawę, że gdyby człowiek mógł kontrolować, wybierać... ja nie wybrałabym śmierci w górach, mimo, że tak bardzo je ukochałam. Wybrałabym śmierć spokojną, starczą, choćby w chorobie i cierpieniu, jednak taką, w której towarzyszyliby mi najbliżsi - a nie tę, w której nie mogę im powiedzieć ''przepraszam, że spadam, przepraszam, że to już koniec, przepraszam, że zaryzykowałam zbyt wiele.''

Z owym pojęciem śmierci zbliżyłam się, wielokrotnie w szarej codzienności dolin, żegnając kilkoro bliskich mi osób w ich ostatniej drodze. Były to trudne pożegnania, a w konsekwencji ogromny strach o własne życie, gdy wychodziłam w góry. 
Ten lęk nigdy mnie nie przerażał - w innym wypadku nie robiłabym tego, co robię.
Przełożyłam go jednak na swoje postrzeganie wartości życia. Wchodzę na szczyt, wypełniona wdzięcznością za to, że kolejny raz mogłam cieszyć się życiem, ciekawą drogą, świtem nad turniami.

Nauczyłam się nie powielać schematycznego działania i być elastyczną w trakcie. Pomaga to również w umiejętnym rozwijaniu pasji.
Fragment cmentarza pod Osterwą, Tatry Słowackie.
Coroczny wpis na Wiktorówkach. 


''Pytanie, czy istnieje życie przed śmiercią, wydaje się nikogo nie interesować...''

A Ciebie, drogi czytelniku? 

Czy zaszczepiasz w ludziach na swojej drodze dostatecznie wiele radości z życia? Czy umiesz się tą radością dzielić? 
A może sam znajdujesz się właśnie na rozdrożu i wolisz ruszyć udeptanym, bezpiecznym, znanym traktem, którym przeszło wielu; po dziesięć piw do sklepu, po pilot do telewizora, po zmęczenie życiem, po comiesięczną wypłatę, po usprawiedliwienie się brakiem czasu.

Szlak jest oczywisty i zaciąga nudnie tym samym krajobrazem. Gdy rozejrzysz się dokoła, odkryjesz, że startując z tego samego miejsca w życiu masz co najmniej 360 innych miejsc na horyzoncie, do których możesz dotrzeć.
Odważ się żyć przed śmiercią. Otwórz swoje wnętrze na cudowność tego świata, a otrzymasz jej z nadwyżką.
Mówi Ci to osoba, która startowała dokładnie z tego samego rozdroża, co Ty. Nie urodziłam się na szczycie góry. Urodziłam się w dolinach. W tym samym zatroskanym świecie. Widziałam to samo, co Ty.
Bałam się palić za sobą wygodne mosty. Ale zrobiłam to.
Jeszcze żyjesz... nadal możesz...
Iść pod  prąd. 

8 komentarzy:

  1. Będzie co czytać w zimne samotne wieczory ;) Pisz jak najwięcej dobrze się czyta i myśli :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam więc do czytania , mam nadzieję z czasem pisać więcej i dzielić się tym, czym potrafię z Wami :) Pozdrawiam

      Usuń
  2. Piękny, szczery , prawdziwy tekst... dający światło i kolory na szare , brudne życie. Jestem na takim rozstaju niestety. Rutyna, która niszczy , brak docenienia życia i tego co ono może zaoferować dla nas, przez nas samych tak naprawdę. Wszystko zalezy od nas .Dziękuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Czytelniku, jak sam zauważyłeś to od nas samych zależy, czy chcemy pokochać życie , niezależnie od trosk dnia codziennego :) Zachęcam Cię do zatrzymania się i dostrzeżenia prostych rzeczy; tego, że zima nie musi być paskudna a śnieg szary... do obejrzenia tego w jak niesamowity sposób topi się płatek śniegu na skórze Twojej dłoni. Od tak małych kroków zaczyna się pojmowanie niesamowitości świata, potem przychodzi ekscytacja tym, że mamy szansę żyć i doświadczać... choćby tych płatków śniegu :) Pozdrawiam i życzę Ci fantastycznej zimy oraz wyboru właściwego szlaku - tego wewnętrznego :)

      Usuń
  3. Natrafiłam przypadkiem tutaj. Po przeczytaniu tego tekstu, rodzi sie refleksja. Piękny tekst, świetnie napisany. Proszę o więcej. Moimi zaś ulubionymi górami są Góry Stołowe , polecam. ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że tekst wzbudził refleksję. Będzie z pewnością tego więcej. Proszę śledzić na: https://www.facebook.com/Skazana-na-g%C3%B3r-do%C5%BCywocie-270953779907175/?fref=ts , Góry Stołowe akurat znam najmniej z wszystkich Gór leżących w Polsce. W tym roku zamierzam zgłębić je bardziej :)

      Usuń
  4. Masz cudowny styl pisania. Z przyjemnością się to czyta.

    Spróbuj tworzyć krótsze akapity i zostawiać między nimi więcej przestrzeni - teraz wszystko się zlewa w jedną całość, co trochę utrudnia odbiór. Krótsze akapity dadzą większą przejrzystość tekstu, co na dłużej przykuje uwagę czytelnika.

    Przemyślenia słuszne i trafne. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za słuszną sugestię. Postaram się nieco edytować powyższy tekst, żeby nie był tak zlany. Wskazówek zasięgnę na pewno na Twoim blogu z notatki odnośnie przekazu, którą miałam przyjemność dziś czytać.
      Dziękuję również za komplement - bardzo mi miło, że ogólny sens tekstu przemawia do Ciebie.
      Pozdrawiam.

      Usuń

Copyright © 2014 Skazana na gór dożywocie , Blogger