Noc w leśnej głuszy

Uwięzionym bliżej do nabytych włości
Bo gdzież człowiek więcej wskóra ?
W runie jeno ptasie gniją kości
Wiatr im huśta martwe pióra…
Śpiew przystanął końcem w grdycy
Pod koroną gęstwin lasu
Złote dzioby w złotej krzycy
Okrąg zamknął oddech czasu.
Ostał się tylko ten złóg pajęczy
Co opluwszy drzewom skóry
Na much skrzydłach chytrze brzęczy
Gdy zmierzch wchodzi w święte góry
Nieraz strach mi zasnąć w głuszy
I z marazmem jatkę toczyć
Niechże mnie choć strzyga wzruszy
Patrząc dziwno w moje oczy
Rzuci Łysy przestwór światła
Otaczając gąszcz roślejszy
Gdzie się cień przy cieniu gmatwa
Ku uciesze marnych wierszy
Słucham wtenczas bo się zdaje
Że się basior ozwał w sforze
Co krok dyszy, znów przystaje
Może wściekły – nie daj Boże
Gwiazd naręcza strzegą duszę
Rozkosz kładąc na powiekach
Temu, co ukochał głuszę
I od ludzi tam ucieka...


- Skazana na gór dożywocie



5 komentarzy:

  1. Bieszczady kojarzą mi się z ogromnymi słodkimi jagodami, niesamowitym zapachem natury i... rodzinnymi wypadami z czasów mojej młodości, które wspominam niezwykle intensywnie, mimo, że upłynęło już tyle lat. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  2. masz rytm jak faust gothego

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny wiersz, niesamowity klimat

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Skazana na gór dożywocie , Blogger